Mistrzowie Polski czekają spokojnie na przeciwnika.
- Mecz z Jadarem traktujemy tak, jak kilka poprzednich: jako kolejny etap przygotowań do play-off i Final Four - deklaruje Jacek Nawrocki, trener PGE Skry Bełchatów.
Mistrz Polski już od trzech kolejek spokojnie może
patrzeć na tabelę PlusLigi. Dawno temu zapewnił sobie pierwsze miejsce
na zakończenie rundy zasadniczej i teraz czeka, na kogo trafi w
pierwszej rundzie pucharowej. Nie znaczy to jednak, że nie ma wpływu na
to, co dzieje się w lidze. W ostatnich dwóch kolejkach gra bowiem z
zespołami walczącymi o ósmą pozycję, już teraz gwarantującą utrzymanie.
Tydzień temu pokonał w Warszawie Neckermanna AZS Politechnikę,
praktycznie przekreślając jej szanse na uniknięcie baraży. Teraz,
pokonując Jadar, może pomóc Pamapolowi Siatkarzowi Wieluń (jeśli ten
zdobędzie punkty w spotkaniu z AZS-em Częstochowa). Nawrocki: - Na pewno
jednak nie zabraknie nam motywacji, podobnie jak w Warszawie.
Jak już informowaliśmy, wciąż w zajęciach nie uczestniczy Michał
Bąkiewicz, narzekający na ból kręgosłupa. Na razie ani leczenie, ani
rehabilitacja nie przynoszą efektów. Kłopoty ze zdrowiem miał też Daniel
Pliński, ale jest szansa, że znajdzie się w kadrze na sobotni
pojedynek. Pozostali są zdrowi, choć jak twierdzi ich szkoleniowiec,
mają prawo być zmęczeni po intensywnych zajęciach w tym tygodniu. Po
długiej przerwie w hali Energia zaprezentuje się Stephane Antiga, który
wraca do zdrowia i formy po kontuzji kolana.
Pierwszy mecz w Radomiu wygrała 3:0 PGE Skra, ale ostrzeżeniem dla
bełchatowian powinno być to, że punkty z Jadarem straciła niedawno Zaksa
Kędzierzyn-Koźle. - Jestem przekonany, że radomianie zaryzykują
zagrywką, która jest ich bardzo silną stroną - uważa Nawrocki. Jego
zdaniem gra Jadaru oparta jest na dwóch zawodnikach - byłym
reprezentancie Polski Robercie Pryglu i przyjmującym Macieju Pawlińskim.
W dobrej dyspozycji jest też kubański rozgrywający Maikel Salas.
Tydzień temu podopieczni trenera Jana Sucha pokonali u siebie Pamapol
3:1, a wcześniej nie dali szans Neckermannowi. Pokazuje to, że są
najsilniejsi spośród trzech ostatnich zespołów w PlusLidze. - Trzeba
pamiętać, że punkty w tym sezonie straciliśmy właśnie ze słabszymi
zespołami [AZS-em Politechnika i AZS-em Częstochowa] - przestrzega
trener.
Jeśli Wieluń nie zdoła wywalczyć punktów w
spotkaniu z AZS-em Częstochowa, to PGE Skrę czeka kolejna seria spotkań z
radomianami w pierwszej rundzie play-off.
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź




